Janusz Bogdan Roszkowski - literat zakochany w Iwoniczu Zdroju
fot. A. Kutrzeba

Gościem programu był Janusz Bogdan Roszkowski. Literat, poeta, wydawca, który kilka lat temu osiadł w Iwoniczu Zdroju. Zauroczony uzdrowiskiem napisał m.in książkę "Jak być kuracjuszem w Iwoniczu-Zdroju" i zredagował opowieść o bohaterze miasteczka, wybitnym patriocie, lekarzu, twórcy sanatorium SANATO Józefie Aleksiewiczu.

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

12 komentarzy

  • Ula Ula 14 Mar, 2018

    Pana Janusza znam wiele lat. Kilka razy zabierałam się za czytanie "poradnika dla kuracjuszy". Teraz kiedy mam książkę (z dedykacją od autora!) po prostu ją pochłonęłam! Zawstydza mnie to, że urodziłam się w Iwoniczu i myślałam że znam historię naszej ziemi. No nie bardzo! Tym bardziej jestem Panu wdzięczna za pracę włożoną w dokumentowanie i reklamowanie Iwonicza. Życzę zdrowia, sił i wytrwałości.

  • Wojciech Wojciech 10 Lut, 2018

    Panie Januszu! Audycji gratuluję, Iwonicz musi być piękny, skoro porzucił Pan swoich Indian dla tego miejsca. Podziwiam szacunek i wiedzę, jakie Pan przez tych dwanaście lat nabył, odnoszące się do historii tego miejsca i ludzi, którzy ją tworzyli. Anegdota z życia kuracyjnego... no cóż... mnie, feministę,mierzi i boli... ale doceniam Pańskie umiejętności aktorskie... Nie pozostaje mi nic, niż tylko życzyć Panu dalszych sukcesów, słodyczy iwonickiego miodu i radości płynącej z gór,

  • Mimbla Mimbla 01 Lut, 2018

    Miło było Pana znów usłyszeć. Kiedyś byłam w Iwoniczu Zdroju na spotkaniu w "Sanvicie". Z wielką przyjemnością słucha się Pana opowieści. Bardzo udana audycja. Pozdrawiam

  • Janina .G. Janina .G. 30 Sty, 2018

    Pana Janusza poznałam we wrześniu 2016 r. Przyszedł do mnie wraz, ze swoimi przyjaciółmi (dzisiaj też i moimi ), z Irenką, Jurkiem i ich wnukiem Wiktorem, zrobić wywiad z moim tatą, który wtedy miał prawie 105 lat. W tym dniu miałam swoje 60 urodziny i gości, jednak gdy usłyszałam, że ktoś puka do drzwi, poszłam otworzyć. Zobaczyłam nie znane mi osoby. Pan Janusz powiedział po co przyszli, więc zaprosiłam ich do domu, poczęstowałam czym miałam i rozmawialiśmy o tacie. Opowiadałam im tak w skrócie, bo wszyscy słuchali, losy mojego taty od urodzenia, to o czym wiedziałam. Byłam bardzo zdziwiona, że pan Janusz nic nie notuje... myślę sobie, jak on to zapamięta? Jednak zapamiętał, bo potem wszystko to co opowiadałam, napisał w książce pt. Jak być kuracjuszem w Iwoniczu Zdroju. Gdy mój tato miał uroczyste przyjęcie z okazji 105 urodzin w Barze na Górce z wielką przyjemnością zaprosiłam też pana Janusza i właśnie dla moich gości zakupiłam wtedy, ponad 20 książek z opisem o tacie, z dedykacją od pana Janusza. Wszyscy mają piękne pamiątki. Dopiero dzisiaj wysłuchałam audycji i byłam pod wrażenień, tych opowieści, mogłabym słuchać i słuchać, bez końca...

  • Piotr Dzik Piotr Dzik 29 Sty, 2018

    Bardzo zajmująca audycja. Wiecej talicj ludzi w mediach wzbogaci wszystkich słuchaczy. Brawo JBR.

  • Jerzy Jerzy 29 Sty, 2018

    Poznałem Pana Janusza osobiście. Jest to niezwykły człowiek. Jego opowieści, z życia wzięte można słuchać bez końca... O dr Aleksiewiczu słyszałam po raz pierwszy od Pana Janusza i z wielkim zainteresowaniem przeczytałem książkę o tym bohaterze Iwonicza Zdroju. A teraz jestem ciekaw jego Izby Pamięci. Niech no tylko się ociepli, to i ja tam zawitam... Dobrze, że są jeszcze tacy ludzie na świecie jak Pan Janusz. Przyczynił się do uchronienia od zapomnienia tego wielkiego człowieka, ale dokonuje też rzeczy małych a zarazem "dziwnych", obok, których większość ludzi przechodzi obojętnie. Np. uratował małą jodełkę na Górze Przedziwnej, która nie miała szans przeżycia powalona przez wiatr, czy zdeptana przez sarny. Przywiązał do palika cztery lata temu, a dziś podziwiamy smukłe drzewo, niczym panienkę wśród starych jodeł... Taki jest właśnie Janusz

  • Anna D. Anna D. 28 Sty, 2018

    Audycją jestem oczarowana, dobrze, że poszła na żywo, spontanicznie. Z JBR spotkałam się pierwszy raz w 2015 roku jako kuracjuszka "Sanvitu'" w Iwoniczu Zdroju. Kiedy miał spotkanie jako autor książki o życiu kuracyjnym, byłam akurat na wycieczce. Na spotkanie poetyckie, zatytułowane "Porozmawiajmy o miłości", spóźniłam się, ale pan Janusz serdecznie mnie przywitał, a potem recytował paniom (w tym mnie) swoje wiersze, do każdej zwracając się osobno, przez co stworzył wrażenie, że ten wiersz jest poświęcony tej, do której się zwracał. Podczas słuchania tej pięknej poezji czułam się tak, jakbym się przeniosła w baśniowy świat przyrody i natury. Zapomniałam o bólach, które mnie trapiły tego dnia. Pamiętam, że kupiłam wtedy dwa egzemplarze tego tomiku dla siebie i koleżanki. Poeta zaproponował nam tez wtedy spacer nad Bełkotkę, więc ja i kilka innych pań chętnie się tam następnego dnia wybrałyśmy, słuchając opowieści, które snuł pan Janusz.w drodze ku Bełkotce i nad samym źródłem. W 2016 roku próbowałam dostać się do sanatorium "Sanvit", ale bezskutecznie,więc oboje z mężem wybraliśmy się do Iwonicza-Zdroju we wrześniu zeszłego roku prywatnie, wynajmując za namową pana Janusza pokój gościnny w "Sanato". Już wtedy pan Janusz pokazywał nam, gdzie powstanie Izba Pamięci, o której tyle dobrego się w tej audycji mówi. W pierwszym rzędzie postanowiliśmy poznać "magiczne Przymiarki". Wybraliśmy się tam oczywiście z panem Januszem, szukając po drodze jeżyn i grzybów. Przymiarkami byłam i pozostałam oczarowana. A dwa dni później poszliśmy w trójkę na Górę Cergową, oczywiście ja z kijkami leszczynowymi, które od pana Janusza dostałam. Zaznaczę ,że byłam wtedy rok po operacji kręgosłupa szyjnego, a mimo to dałam radę tam dojść. Myślę, że w dużej mierze to była zasługa naszego przewodnika, który "starszym panem" jest tylko z metryki! Dodam jeszcze, że do Iwonicza-Zdroju mamy zamiar z mężem powracać, upewniając się wcześniej, czy pan Janusz będzie mógł nam poświęcić trochę czasu, bo jestem tego samego zdania, co pani Renata z apteki znajdującej koło miejscowej przychodni zdrowia: "Bez pana Janusza Iwonicz-Zdrój byłbym tylko zwykłym uzdrowiskiem, znacznie mniej kolorowym".

  • Irena Ooooooo Irena Ooooooo 28 Sty, 2018

    Przed pięcioma laty byłam w "Sanvicie" w Iwoniczu-Zdroju na kuracji wraz z moim mężem, gdy pani Magda Oziomek z Biura Turystycznego "Omnibus" ogłosiła podczas obiadu, że zdecydowanie warto pójść na spotkanie z panem Januszem Bogdanem Roszkowski, poetą, pisarzem, ale także wydawcą. Akurat wtedy chciałam zrobić memu szwagrowi-poecie niespodziankę, wydając mu na imieniny tomik jego wierszy. Równocześnie miałam przy sobie skserowaną i oprawioną u introligatora opowieść o moim pradziadku, sławnym poecie ludowym Janie Myjaku-Myjkowskim z Zagorzyna, a później z Lichwina (wsi w powiecie tarnowskim). Po spotkaniu z Panem Pisarzem i Poetą, dla mnie niezapomnianym, zapytałam Go nieśmiało, czy wydałby tomik wierszy mego szwagra. Oświadczył, że uczyni to chętnie i bez wynagrodzenia (miałam pokryć jedynie koszty druku), jeśli ta poezja okolicznościowa nie jest grafomanią. Miałam przy sobie jeden utwór mego szwagra, pokazałam Mu, przeczytał szybko i powiedział: "Wydam!". Tę kilkusetstronicową opowieść o moim pradziadku dałam mu w prezencie. Myślał, że to jest niechlujnie wydrukowana książka, nad czym ubolewał, ale gdy mu powiedziałam, że mój krewny napisał to wyłącznie do użytku rodzinnego, krzyknął: "Trzeba koniecznie wydać porządną książkę! Pani pradziadek jest tego wart!!!". I tak się stało. Mój szwagier otrzymał na imieniny pięknie wydany tomik ponad stu stronicowy, któremu pan Janusz poświęcił sporo czasu jako składacz, redaktor i korektor, zaznaczam raz jeszcze: bezinteresownie, ale to było nic w stosunku do ogromu pracy, którą włożył w opracowanie redakcyjne książki o moim sławnym pradziadku. Powstała naprawdę świetna książka, ponad trzystu stronicowa, pięknie wydana i w nakładzie dość pokaźnym, bo rozeszło się 650 egzemplarzy - nie tylko w Polsce, bo ród Myjaków-Myjkowskich zapuścił korzenie nawet na innych kontynentach. I znowu prawie roczna praca, za którą pan redaktor nie wziął nawet złamanego grosza! Moja odnoga tego rodu, czyli mój dziadek Stanisław Myjkowski zawędrował - w wyniku działań wojennych na froncie wschodnim I wojny światowej, gdy był podoficerem w w wojsku austriackim - aż na Syberię, gdzie ciężko ranny został uratowany od niechybnej śmierci przez sanitariuszkę, niby Rosjankę, której przodkiem był jednak także zesłaniec polski na Syberię! Mój ojciec Wiktor i dwaj jego bracia, gdy w roku 1932 wracali do Polski, obiecali syberyjskiemu dziadkowi, przyszywanemu, ale prawdziwemu, że kiedyś do Iszymia (nad rzeką Iszym) przyjadą, ale słowa nie dotrzymali, nad czym ubolewali. Od dawna nosiłam się z zamiarem dotrzymania słowa za mojego ukochanego ojca, ale jakoś nikt z mojej rodziny nie mógł mi towarzyszyć. Powiedziałam o tym panu Januszowi, a on natychmiast poszedł wyrobić sobie paszport - i mnie kazał zrobić to samo: "Jedziemy, kiedy to tylko będzie możliwe! Twój dziadek Stanisław przebywał też nad Bajkałem, więc koleją transyberyjską dotrzemy najpierw tam, a w drodze powrotnej zatrzymamy się na 10 dni w Iszymie!". Aż nie dowierzam, że moje marzenie się spełni, ale pan Janusz się śmieje: "To przecież proste, oby tylko Rosjanie wydali nam wizy! Wszystko załatwimy on line: bilety i hotele. W maju tego roku się chyba nie uda, że paszporty mamy zbyt świeże, ale we wrześniu wsiadamy do pociągu i ruszamy nad Bajkał. Jako redaktor książki o twoim pradziadku mam obowiązek ci towarzyszyć, a ponadto byłem prawie wszędzie, ale nie w Rosji". Taki właśnie jest pan Janusz Bogdan Roszkowski, który tą swoją miłością do Iwonicza-Zdroju zaraził wielu kuracjuszy, mnie i mojego męża, a nawet mego wnuka Wiktora też!

  • Henryk Henryk 27 Sty, 2018

    Panie Januszu słucha się pańskich opowieści z przyjemnością . Pozdrowienia z Rzeszowa . Henryk

  • WE WE 26 Sty, 2018

    JBR mogłabym słuchać bez przerwy - nie dość, że mówi ciekawie to jeszcze posługuje się piękną polszczyzną l. Bogata erudycja, wrażliwość i zdolności aktorskie czynią z JBR niezwykłego gawędziarza. Polecam wszystkim kuracjuszom Iwonicza Zdroju spotkania z Włóczykijem ( bo taki ma przydomek wśród przyjaciół i znajomych), jak również jego książki i poezję. Naprawdę warto! Niewielu już takich, co tak poloneza wodzą... Brawa dla Radia Rzeszów za ciekawą audycję - przekazuję ja dalej w świat.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Potrzebujesz pomocy? kliknij tutaj